Strona korzysta z plików cookies oraz innych analogicznych funkcjonalnie technologii służących do przechowywania danych. Brak zmiany ustawień ich dotyczących oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności
Menu
Bezpłatny przewodnik po przyjaznych placówkach onkologicznych stworzony przez fundację
Ranking Placówek Ranking Lekarzy
średnia krajowa
1.2 / 5
niedostateczny
4.6

lek. med. Piotr Kolenda

chemioterapeuta
Oceń

Liczba ocen w ostatnich 365 dniach: 1

Całkowita liczba ocen: 1

Ten lekarz pracuje w:

3.9 / 5
ul. Garbary 15, Poznań
( 14 ocen )

Oceny szczegółowe

1.15
Opieka

Dodaj swoją ocenę

Oceny z komentarzami ( 1 )

1.2 / 5
Osoba towarzysząca
65 lat
15.01.2019
Zgłoś nadużycie Mój brat był leczony w Wielkopolskim Centrum Onkologicznym w Poznaniu od 2014 roku z powodu zaawansowanego i opornego na kastrację raka prostaty z przerzutami do kości. O jego ciężkim stanie wiadomo było od początku. Wskazywał na to wynik PSA wynoszący w początkowym okresie aż 7100 ng/ml. Ale mimo to brat wykazywał dużą wolę walki. Co miesiąc jeździł na konsultacje i badania do Poradni radioterapii, a później chemioterapii przy WCO. Przez blisko 4 lata prowadzący go lekarze wykorzystywali w trakcie leczenia swoją wiedzę medyczną, dzięki czemu PSA, wynoszące w początkowym okresie 7100 ng/ml, po kilku miesiącach zmniejszyło swoją wielkość do 0,14. Z czasem jednak zaczęło znowu rosnąć. Po wykorzystaniu dostępnych na rynku leków (począwszy od Flutamidu / Bicalutamidu, poprzez Triptorelinum, Zoladex / Diphereline SR, na chemioterapii kończąc), pod koniec października 2017 roku brata zakwalifikowano do programu, w ramach którego otrzymywał lek nowej generacji o nazwie Zytiga (od 1 listopada 2017 na liście leków refundowanych). Lek nie przynosił może spektakularnych efektów – PSA z wielkości 489 ng/ml w październiku 2017 r. wzrosło w lutym 2018 roku do 1050. Mimo to miesięczny przyrost wynosił „tylko” ok. 100 lub nieco powyżej 100 ng/ml, a nie ponad 300 i więcej ng/ml miesięcznie, co miało miejsce przed aplikacją leku. Dlatego też prowadząca brata lekarka w WCO patrzyła całościowo na stan jego zdrowia i poza PSA zwracała uwagę również na wynik tomografii komputerowej, a ten z lutego 2018 roku był stabilny. Niestety, 13 lutego 2018 roku, w dniu kolejnej wizyty brata w WCO, lekarka przebywała na 2 tygodniowym urlopie (ferie zimowe). W jej zastępstwie brata przyjął onkolog Piotr Kolenda, który „podjął decyzję” o odstawieniu Zytigi ze względu na niewystarczającą skuteczność leku, nie aplikując jednak bratu nic w zamian. Oświadczył przy tym, że brat „odpocznie” od leków w czasie dwutygodniowej nieobecności lekarki, która „podejmie decyzję” odnoście do dalszego leczenia po powrocie z urlopu. Brat, pozbawiony leków, zmarł tydzień później. Lekarka prowadząca, z którą rozmawiałam telefonicznie po powrocie z urlopu, z dużym zaskoczeniem przyjęła informację o śmierci brata z uwagi na – jej zdaniem – ogólnie stabilny, a nawet zadowalający stan jego zdrowia podczas poprzedniej wizyty (16.01.2018 roku). Dlatego mimo upływu 11 miesięcy nadal nie mogę pogodzić się ze sposobem, w jaki umierał brat, a na jaki skazał go wspomniany wyżej jeden z lekarzy pracujących w Wielkopolskim Centrum Onkologicznym w Poznaniu. Bo choć od początku wiadomo było, że rokowania co do jego wyleczenia były negatywne ze względu na stopień złośliwości nowotworu i zaawansowania choroby, to jednak sposób, w jaki pozbawiono brata leczenia i zarazem nadziei na dalsze leczenie jest daleki od humanitarnego.

Oceny ( 0 )

Brak danych